8.5 C
Warszawa
niedziela, 25 lutego, 2024

Ziemia obiecana w morzu kryzysu

Przez te kilkanaście miesięcy napisano o brzydkim-słowie-na-K wszystko lub prawie wszystko. Byliśmy karmieni obrazkami paniki z londyńskiego City, szokującymi wspomnieniowymi powieściami maklerów-bankrutów, informacjami o samobójstwach ludzi, którzy stracili oszczędności całego życia. Wszystkie te doniesienia łączyło jedno: miejsce akcji. 

Rozgrywała się ona bowiem wszędzie tylko nie w Polsce. Jak to się stało, że kryzys ominął nasz kraj a przynajmniej obszedł się z nim łagodnie? Przypomina to sytuację z epidemiami dżumy, które w średniowieczu szczęśliwie omijały Polskę. Cud-li to czy też może nasz kraj do tego stopnia nie jest elementem globalnego rynku, że kryzys nas po prostu nie dotyczy?

Inna jest oczywiście interpretacja faktów przez opozycję, która utyskuje na spowolniony wzrost gospodarczy – inna rządu, który podczas niedawnych „obchodów” swojego panowania zwycięską walkę z kryzysem światowym zalicza do swoich – rzecz jasna – licznych a niezaprzeczalnych sukcesów.

Gdzie indziej  przyczyn polskiej doskonałej kondycji gospodarczej dopatrują się analitycy rynku. Zwracają oni uwagę na zachowanie Polaków w pierwszych kilkunastu tygodniach recesji. Nie wpadliśmy wtedy w panikę, nie wycofywaliśmy się gorączkowo z inwestycji giełdowych – nie wycofywaliśmy depozytów. Jednym słowem – zachowaliśmy zimną krew.  Niewątpliwie ważnym aspektem całej sprawy jest fakt, iż polskie banki i instytucje finansowe nie inwestowały w ryzykowne instrumenty pochodne, które tak zaszkodziły gospodarkom zachodnioeuropejskim i amerykańskiej.

Nie bez znaczenia była też dobra kondycja polskich przedsiębiorstw, które dzięki  kilku poprzednim tłustym latom miały zapewnioną pewną „poduszkę finansową” co pozwoliło im nie redukować zatrudnienia tak bardzo, jak podpowiadała to sytuacja na światowych rynkach. Niewielkie redukcje miejsc pracy mają jednak jeszcze jeden powód: poprzednie lata przyzwyczaiły przedsiębiorców do tego, że o pracownika trzeba walczyć. Zakładając więc, że spowolnienie nie potrwa długo – utrzymanie poziomu zatrudnienia wydało się przedsiębiorcom najwłaściwsze. 

Można więc pomiędzy bajki włożyć zapewnienia rządu o skuteczności pakietu antykryzysowego – znalezienie antidotum na recesję jest zasługą przedsiębiorców. Łagodne objawy nadwiślańskiego kryzysu znalazły swoje odbicie w retoryce komentatorów i dziennikarzy. Jedni piszą o „spowolnieniu gospodarczym” inni o „aksamitnym kryzysie”. Wszyscy są zgodni: nie jest najgorzej.

Co słychać za miedzą?

Kryzys dotknął najbardziej Polaków… za granicą. Nasi gastarbeiterzy, którzy po naszym wejściu do Unii Europejskiej wybrali lepsze życie w Albionie i Irlandii, zaczynają wracać do Heimatu, albo przynajmniej bardziej niż do tej pory tęsknie spoglądać na kraj ojców. Bowiem Wielka Brytania, która w 2004 roku jawiła się jako Ziemia Obiecana dla świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni, stała się coraz mniej wygodnym lokum, w którym osiągnięta mała stabilizacja stała się z dnia na dzień krucha i niepewna. 

Sąsiedzi-autochtoni zaczęli coraz bardziej nieprzyjaźnie patrzeć na obcych. Już nie byli oni tanimi pracownikami wykonującymi zawody, których nie chcieli się podejmować rodowici Anglicy – stali się groźnymi, bo bardziej pracowitymi i rzutkimi, konkurentami na coraz bardziej nieprzyjaznym rynku pracy.

Tymczasem nad Wisłą życie wydaje się (szczególnie z perspektywy wyspiarskiej) krainą mlekiem i miodem płynącą (sic!), do której pompowane są gigantyczne pieniądze z Unii Europejskiej. Polscy przedsiębiorcy coraz bardziej śmiało sięgają po fundusze unijne. Przykład mieliśmy kilka miesięcy temu, kiedy to na finiszu przyjmowania wniosków o dofinansowanie innowacyjnych firm media donosiły o dantejskich scenach, jakie rozgrywały się w kolejkach do złożenia tychże wniosków. 

Powstawały komitety kolejkowe, kontrkomitety kolejkowe – jednym słowem sztafaż mocno PRL-owski. Jednak motywacja inna: wszystkie osoby dramatu wzięły los w swoje ręce. Czy więc staliśmy się narodem przedsiębiorców? Czy za kilkadziesiąt lat spojrzawszy wstecz powiemy „tak hartowała się stal”? Czy kryzys światowy będzie dla nas jak dla Ameryki światowa wojna (druga)? Okresem, kiedy konkurenci ekonomiczni byli zajęci walką o PRZETRWANIE.  

Czasami, widząc marne wskaźniki ekonomiczne innych państw, aż chce się po raz kolejny – z coraz większą nadzieją – sięgnąć po książkę  George Friedman „The Next 100 Years. A Forecast for the 21st Century ” („Następne sto lat. Prognoza na XXI w.”). Friedman stawia w niej XXI-wieczną Polskę w jednym rzędzie potęg gospodarczych z takimi (obecnymi) gigantami jak Japonia czy USA. Nie rozwodząc się dłużej nad tymi bądź co bądź, mocno niepewnymi prognozami zabarwionymi science-fiction, mamy prawo do patrzenia w przyszłość z nadzieją.

Kryzys w logistyce? Nie w Polsce

Równie łagodnie jak z całą polską gospodarką, kryzys obchodzi się z branżą logi-styczną. W portalach ogłoszeniowych co i rusz pojawiają się nowe anonse „pracow-nika poszukuję” – widać, że ten sektor – na przekór światowym trendom – wciąż się rozwija.  Analitycy z branży co prawda przyznają, że w ciągu tych kilkunastu kryzysowych miesięcy firmy zmuszone były zaprzestać (lub ograniczyć tempo) rozwoju taboru, jednak aktywność przedsiębiorstw objawia się jednak gdzie indziej: jest to bowiem doskonały czas na fuzje oraz przejęcia. Słabiej prosperujące firmy są niżej wyceniane, stając się łakomym kąskiem dla lepiej radzącej sobie konkurencji.

Recesja stymuluje także wdrażanie programów oszczędnościowych, ustalane się ściślejsze niż do tej pory mechanizmy kontrolne. Czas, kiedy wręcz wypada zacisnąć pasa jest też okresem łowów dla firm informatycznych opracowujących rozwiązania informatyczne pomagające poprawić wydajność i efektywność procesów – firmy logistyczne dążą do zminimalizowania błędów i ograniczenia kosztów siły roboczej. Możliwe więc, że polska branża wyjdzie z kryzysu nie tylko obronną ręką, ale wręcz wzmocniona niedawnymi fuzjami i konsolidacjami. Zwiększy to skuteczność nowo-powstałych firm przy pozyskiwaniu dużych, korporacyjnych klientów.

Ważnym czynnikiem ożywiającym całą gospodarkę są też przygotowania do Euro 2012. Polska wzięła w związku z tym na siebie wiele zobowiązań. Dla dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy kibiców, którzy najadą nasz kraj trzeba będzie przygotować nie tylko stadiony, ale również nowoczesne hotele a przede wszystkim drogi, które pozwolą przemieszczać się między miastami-gospodarzami poszczególnych meczów. Duża część obserwatorów złośliwie komentuje, że nie ma najmniejszej możliwości, żeby dotrzymać terminów jednak nawet oni nie mogą zaprzeczyć – praca wre. I te olbrzymie place budowy, jakie można spotkać przy najruchliwszych drogach nie są z pewnością objawem spowolnienia.

Co dalej?

Ekonomiści zwracają uwagę na nieśmiałe na razie, niewielkie ożywienie gospodarek krajów strefy euro. Szczególnie we Francji i Niemczech widać wzrost produkcji sprzedaży detalicznej. Posługując się analogią: skoro kryzys przyszedł z zachodu, z zacho-du nadciągnie też jego zmierzch. Wydaje się, że właśnie zaczyna się to dziać. 

Jak mówił niedawno Dziennikowi Bałtyckiemu główny ekonomista Noble Banku Radosław Cholewiński: „Najnowsze dane o produkcji pokazują, że są powody do umiarkowanego optymizmu co do rozwoju całej gospodarki”. Sprzyja nam słaby złoty, który wspiera Polskich eksporterów, mających coraz mniejsze problemy ze zbytem swoich towarów na zachodzie. 

Miejmy więc nadzieję, że te nad wyraz pozytywne prognozy sprawdzą się w całej rozciągłości i bodaj po raz pierwszy w historii nie będziemy mogli stwierdzić, że „u sąsiadów trawa jest bardziej zielona”.

Powiązane Artykuły

Jesteśmy również na

4,159FaniLubię
319ObserwującyObserwuj
318ObserwującyObserwuj
spot_img

Praca w Motorola Supply Chain & Procurement, czyli jak wygląda bycie Motorolaninem

Przyświeca nam jeden cel – pomagać innym, aby w najważniejszych momentach stawali na wysokości swoich zadań. Wartości firmy są dla nas fundamentem wszystkich działań....

Z ostantiej chwili