11.3 C
Warszawa
poniedziałek, 15 kwietnia, 2024

Dokąd zmierza komunikacja lotnicza? Samolot dla Kowalskiego?

Nowa wersja tej usługi,  FlyNet, umożliwi korzystanie z Internetu zarówno za pośrednictwem laptopów, jak i urządzeń przenośnych np. Blackberry, iPhone czy telefony komórkowych. Dostęp do sieci będą mieli wszyscy pasażerowie, lecący zarówno w klasie biznes, jak i ekonomicznej.

Dokładny termin debiutu, a raczej  triumfalnego come backu ani szczegółowy cennik nie są jeszcze znane. Nowy system zostanie wprowadzony we współpracy z firmą Panasonic Avionics Corporation.
Usługa FlyNet będzie działała na dokładnie tej samej zasadzie co hotspoty w miejscach publicznych: centrach handlowych czy kawiarniach. Na pokładach samolotów będzie można korzystać z urządzeń obsługujących protokoły GPRS i GPS.

Samolot dla Kowalskiego

A jakie są perspektywy dla rozwoju indywidualnej komunikacji lotniczej? Jak dowodzi casus Janusza S. kompozytora i autora m. in. musicalu „Metro”, zatrzymanego kilka tygodni temu pod zarzutem wręczenia łapówki w zamian za ulgowe traktowanie na egzaminie na licencję pilota, Polacy garną się do tego, żeby mieć swoje własne cztery kółka – a raczej dwa skrzydła. Na razie w naszym kraju jest zarezerwowanych 2.500 statków powietrznych ( w tej liczbie: samoloty, śmigłowce, szybowce, sterowce i balony). To niewiele, ale te liczby  wzrastają w coraz szybszym tempie.

W pojedynku na liczbę prywatnych powietrznych wehikułów wypadamy blado nawet na tle naszych południowych sąsiadów. W Czechach jeden samolot przypada na 15.000 mieszkańców a w Polsce na 50.000. Mamy więc sporo do nadrobienia. Być może nadrobimy zaległości szybciej, niż można by sądzić. Niewielka, sprowadzona z USA, używana Cessna kosztuje tyle co średniej klasy samochód – mniej niż 100.000 zł. Powiększa się również popyt na nowe maszyny. To już wydatek rzędu 200.000 dolarów za dwumiejscową maszynę.

W 2008 roku polskie lotniska obsłużyły ponad 33.000. startów (i lądowań) śmigłowców i małych samolotów. Prognozuje się, że ta liczba zwiększy się w tym roku o 40 procent. Wynika to zarówno ze spadku cen jak i tego, że prywatne loty czarterowe są o niebo (sic!) wygodniejszym środkiem lokomocji przy podróżach biznesowych do naszych sąsiadów, z którymi łączy nas przecież coraz więzów. Są one coraz częściej wybieranym rozwiązaniem – w miejsce lotów regularnymi liniami w klasie biznes.

Ambicję samodzielnego pilotowania własnego samolotu można zrealizować zdając egzamin państwowy w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Szkolenia natomiast organizuje 49 aeroklubów i niemal 100 prywatnych ośrodków szkoleniowych. Jest jeszcze inne rozwiązanie: zakup udziałów samolotu wraz z innymi osobami. Można to zrobić na przykład za pośrednictwem Sky Share Club. Oprócz udziałów trzeba jeszcze uiszczać comiesięczną, stałą opłatę, która przeznaczana jest na utrzymanie samolotu i oczy-wiście koszty samego lotu. Ta forma współużytkowania „dwóch skrzydeł” jest bardzo popularna w USA i Europie Zachodniej.

Chińskie przebudzenie

Od kilku lat słyszymy coraz częściej o gwałtownym rozwoju chińskiej motoryzacji. Okazuje się, jednak, że w Państwie Środka dokonuje się również rewolucja w zakresie lotnictwa cywilnego. Rozwój gospodarki wymusza coraz większą mobilność a przy dużych odległościach między poszczególnymi prowincjami, samoloty są rozwiązaniem wręcz oczywistym. Dlatego na słynnych targach w podparyskim Le Bourget od kilku lat eksperci branży obserwują coraz bardziej wzmożoną aktywność chińskich przedsiębiorców. I już nie tylko jako cenionych klientów światowych gigantów, ale również jako inżynierów wprowadzających innowacyjne rozwiązania. Czy więc czeka nas chińska inwazja?

Producenci prognozują, że chińskie linie lotnicze dokonają w najbliższych latach za-kupów liczonych w setkach maszyn. Rozwijać ma się również infrastruktura naziemna – komentatorzy przypuszczają, że w ciągu najbliższych 2-3 lat powstanie 100 nowych portów lotniczych co z pewnością będzie dodatkowym, silnym impulsem do dalszego rozwoju i upowszechniania się komunikacji powietrznej. Najbardziej dynamicznym segmentem tego wschodzącego rynku będą samoloty o pojemności 31-120 miejsc. W tym momencie ponad 80 procent lotów odbywa się z mniej niż setką osób na pokładzie, natomiast 60% lotów odbywa się na trasach o długości od 600 do 2200 km. Znaczy to tyle, że nie ma zapotrzebowania na wielkie Boeingi czy Airbusy, ale na ma-szyny średniej wielkości. 

Szybciej niż dźwięk

Ponad 5 lat minęło od ostatniego lotu ponaddźwiękowego Concorde’a – a luka po nim wciąż nie została zapełniona. W czasach ponadnarodowych korporacji ponaddźwiękowe loty byłyby wybawieniem dla klientów biznesowych, jednak na razie muszą latać w ślimaczym tempie zwykłymi Boeingami.
Producenci na całym świecie marzą o wynalezieniu nowej technologii, która pozwoliła by na wielki come back ponaddźwiękowców. Jest jednak kilka ważnych problemów, które były bolączką Concorde, a które trzeba rozwiązać. Najistotniejszym z nich jest uciążliwy hałas występujący w momencie, kiedy samolot przekracza prędkość dźwięku. Ten mankament spowodował, że już w 1968 roku Concorde miał zakaz osiągania prędkości dźwięku nad lądem. Przez to pozbywał się on dużej części przewagi nad swoimi wolniejszymi o połowę konkurentami. Dodatkowymi minusami były niezmiernie wysokie koszty eksploatacji i mały zasięg – to wszystko złożyło się na komercyjną porażkę tej maszyny.

W tym roku inżynierom z amerykańskiej firmy Gulfstream Aerospace udało się w ramach prowadzonego od wielu lat projektu badawczego Quiet Supersonic Jet (QSJ) opracować metodę niwelowania kłopotliwego hałasu. Zamontowali oni na dziobie samolotu wykonany z kompozytów maszt o wadze 210 kg. Po wysunięciu ten teleskopowy element osiąga długość prawie 8 metrów. Zmienia on własności aerodynamiczne w taki sposób, że hałas staje się o wiele mniejszy. Inżynierowie twierdzą wręcz, że dzięki niemu obserwator nie zauważy momentu, kiedy przeleci nad nim ponaddźwiękowy samolot. 

Technologię tą, nazwaną Quiet Spike testowano na jednym z najszybszych samolotów, jakimi dysponuje NASA, F-15B, osiągającym 1,8 macha, czyli niemal podwójną prędkość dźwięku. Cały czas zostały do rozwiązane problemy techniczne, na przykład jak rozwiązać ograniczoną przez maszt widoczność, która może być dużym utrudnieniem dla pilotów, szczególnie w czasie startu i lądowania. Firma Gulfstream przymierza się już do zastosowania wyników swoich badań w opracowywaniu przeznaczonego dla 15 pasażerów samolotu biznesowego o zasięgu 8.000 km. Firma milczy jeszcze o kosztach planowanej maszyn, jednak w branży mówi się o ponad 90.000.000 dolarów za jeden egzemplarz.

Czy przyszłość należy do hybryd?

Przełomem może się również okazać zaprojektowany przez niemiecką firmę Flight Design hybrydowy, spalinowo-elektryczny silnik przeznaczony dla ultralekkich samolo-tów. Nowa konstrukcja wykorzystuje bardzo popularny silnik Rotax 914, który w nowej wersji został bardzo pomysłowo wzbogacony 40-konnym silnikiem elektrycznym. Celem zastosowania napędu hybrydowego jest wykorzystanie dodatkowej mocy do wznoszenia i przyspieszania, a także do zmniejszenia zużycia paliwa podczas poru-szania się na stałym pułapie. Silnik elektryczny zapewniłby dodatkowe bezpieczeństwo w razie awarii  jednostki spalinowej – pilot nie byłby wówczas skazany na przypadkowe prądy powietrzne. Producent nie wyklucza, że już w tym roku skończy się faza testów laboratoryjnych i prace wkroczą w etap oblatywania.

Co dalej?

Jak widać,  ostatnie 2-3 lata były bardzo owocne dla lotnictwa. Nowe technologie, które – o ile tylko upowszechnią się – mają szansę zrewolucjonizować komunikację powietrzną. Być może sprawią, że transport lotniczy stanie się taką codziennością, jak na Orkadach. 6 nastolatków mieszkających na należącej do tego archipelagu wyspie Papa Westray codziennie dolatuje do szkoły mieszczącej się na sąsiedniej wyspie samolotem. Lot trwa całe… 96 sekund a przy sprzyjającym wietrze nawet 46. Czy w następnych dekadach i w Polsce będziemy mieli podobne gimbusy?

TZ, Loginet Media

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Powiązane Artykuły

Jesteśmy również na

4,159FaniLubię
315ObserwującyObserwuj
318ObserwującyObserwuj
spot_img

Praca w Motorola Supply Chain & Procurement, czyli jak wygląda bycie Motorolaninem

Przyświeca nam jeden cel – pomagać innym, aby w najważniejszych momentach stawali na wysokości swoich zadań. Wartości firmy są dla nas fundamentem wszystkich działań....

Z ostantiej chwili