Boom w żegludze. Czas na Bałtyk.

W ostatnim roku obserwujemy szybki wzrost światowej gospodarki morskiej. Szczególnie silnie rozwijają się porty azjatyckie. Wygląda jednak na to, że w ciągu najbliższych 5-7 lat również Bałtyk przeżyje rozkwit.

Stocznie przeżywają oblężenie. Narastającym zainteresowaniem cieszą się wielkie kontenerowce, których pojemność przekracza 100 tys. TEU.

To dobry znak, szczególnie że jeszcze rok temu roku wystąpiło zawahanie podaży i popytu. W pewnym momencie, armatorzy zeszli „pod kreskę”. Jednak teraz mamy sytuację odwrotną. Popyt przewyższa podaż, stawki wzrastają, aż czasami trudno znaleźć miejsce na statkach. Roczna dynamika wzrostu sięga od 4 do 8 proc. – mówi Maciej Brzozowski z Hafen Hamburg.

Przyglądając się jednak sytuacji na Morzy Bałtyckim, można odnieść wrażenie, że basen ten nie został jeszcze w pełni wykorzystany. W 2006 roku przeładowano tutaj  6,4 mln TEU, co w porównaniu z pojedynczymi portami zachodnioeuropejskimi, takimi jak Antwerpia, czy Brema jest ilością znikomą. Faktem jest, że Bałtyk notuje bardzo wysoką dynamikę wzrostu, jak również zmienia swoją tradycyjną strukturę. Dominujące do tej pory kraje skandynawskie oddają prymat pierwszeństwa Rosji i Polsce. Tutaj zaczynają się problemy.

Rosja słynie z tego, że robi niewiele, żeby wspierać przewozy. Specjaliści z branży uważają nawet, że w pewnym stopniu działa hamująco. Problemem Polski jest natomiast infrastruktura lądowa. Dalsze zwiększanie ładowności portów nie wpłynie na zwiększenie obrotów, bo kontenery utkną na wyjeździe z Trójmiasta.

Problemy związane z budową autostrady A1, brak centrów logistycznych wewnątrz kraju oraz przestarzała infrastruktura kolejowa stwarzają, że jeszcze długo nie zaistnieje w Polsce transport intermodalny, spełniający wymagania rynku.

– Kiedy zdolność przeładunkowa dojdzie w naszych terminalach do 1 mln TEU, nastąpi realne zatkanie infrastruktury – to się przekłada na wysokość stawki obsługi kontenera. Najpilniejszą koniecznością jest stworzenie kilku terminali kontenerowych – podkreśla Jerzy Lewicki z C. Hartwig Gdynia.

Lewicki ubolewa nad działaniami podejmowanymi przez polityków, które mają za zadanie przynieść szybkie rezultaty, rozpisane pod wyborców. – Na  rozwój dróg śródlądowych planuje się przeznaczyć 19 mln, podczas gdy na ścieżki rowerowe – 60 mln. Ścieżki powstaną w krótkim okresie czasu i są bardziej widocznym efektem pracy polityka. Natomiast kanały, pogłębianie rzek – to inwestycje trwające lata – dodaje.

Piotr Kozłowski z Schenkera obawia się sytuacji na europejskim rynku pracy, a w szczególności dużej siły związków zawodowych, których strajki mogą całkowicie unieruchomić porty. Nadzieję widzi w bezpośrednim połączeniu z dalekim wschodem.

Michał Krzak

e-logistyka.pl

Powiązane Artykuły

Jesteśmy również na

4,159FaniLubię
316ObserwującyObserwuj
318ObserwującyObserwuj
spot_img

Praca w Motorola Supply Chain & Procurement, czyli jak wygląda bycie Motorolaninem

Przyświeca nam jeden cel – pomagać innym, aby w najważniejszych momentach stawali na wysokości swoich zadań. Wartości firmy są dla nas fundamentem wszystkich działań....

Z ostantiej chwili