23.6 C
Warszawa
sobota, 18 maja, 2024

Studencie – inwestuj w grunty!

Inwestować, czy nie inwestować? To, jakże hamletowskie pytanie zadaje sobie coraz większa liczba studentów. Jednak czy osoba studiująca może myśleć o poważnych, wymagających dużych nakładów finansowych, inwestycjach? 

Jedną z najbardziej popularnych form inwestowania są nieruchomości. Wydaje się, że nie jest to rozwiązanie na studencką kieszeń. Wystarczy przyglądnąć się cenie mieszkań w Warszawie, Poznaniu, czy Krakowie, by dostać zawrotu głowy. Cena 700 tys. zł za trzypokojowe mieszkanie staje się normą. Przeglądając katalogi biur nieruchomości, czy też deweloperów, często napotyka się na astronomiczną kwotę 10 tys. zł za metr kwadratowy. To potrafi zniechęcić nawet najbardziej optymistycznych studentów ekonomii. Oczywiście, tych którzy myślą o finansowaniu zakupu ze swoich środków, przy ewentualnym współudziale rodziców lub znajomych. Inną kategorią są młodzi właściciele nieruchomości, które dostali od rodziców. Jednak nie o nich tu mowa.

Wciąż jednak pozostaje pytanie: czy warto w ogóle myśleć o nabyciu nieruchomości? Warto, ale musimy odrzucić standardowe myślenie o nieruchomości przez pryzmat mieszkania. Zastanówmy się nad gruntami. O ile kupując tradycyjne M4, znajdujemy się na końcu łańcucha inwestycyjnego, pokrywając de facto koszty zakupu działki, operacji notarialnych, budowlanych, deweloperskich, itd., to kupując działkę, sami stajemy się panami naszej inwestycji. Mieszkania raczej nie odsprzedamy za wyższą cenę, bo kto się na to zdecyduje, skoro może kupić u dewelopera za tę samą kwotę właśnie ukończone „gniazdko”. Można oczywiście spodziewać się wzrostu cen nowobudowanych bloków i spekulować cenami, jednak kwota wejścia do gry jest nadal nieznośnie wysoka. Pamiętajmy, że musimy wyłożyć kilkaset tysięcy złotych. Bez znaczenia, czy z własnej kieszeni, czy też przy współudziale instytucji finansujących. Fakt pozostaje faktem.

Przy działce mamy większe pole działania i dużo niższe stawki. Na pewno pojawią się głosy, że nie jest to prawda, bo cena gruntów w miastach również osiąga horrendalnie wysokie poziomy. Wyjdźmy więc z miasta. A najlepiej przenieśmy się w pobliże mniejszego niż Warszawa, Kraków, Wrocław, czy Poznań. Pojedźmy do Rzeszowa.

Mamy rok 2015. Rzeszów znajduje się na przecięciu dwóch dróg międzynarodowych, autostrady A4, łączącej Zachodnią i Wschodnią Europę, oraz trasy międzynarodowej S9, która niczym dawne szlaki handlowe ułatwia transport z Południa na Północ Starego Kontynentu. Dziesięć kilometrów od centrum miasta znajduje się lotnisko w Jasionce, posiadające drugi co do długości w Polsce pas startowy. Dzięki niemu może tu wylądować każdy samolot. Okalający tereny lotniska Podkarpacki Parka Naukowo Technologiczny oraz Dolina Lotnicza, przeciągają najlepszych specjalistów oraz kapitał firm z całego świata. Rozwija się polska wersja kalifornijskiej „Doliny Krzemowej”. Na południu Rzeszowa wznoszą się malownicze pagórki, z pięknymi widokami i nieskazitelnie czystym powietrzem. Cena gruntów idzie gwałtownie w górę.

Wróćmy do roku 2007. W odległości dziesięciu kilometrów na południe od miasta znajdują się działki budowlane i rolne, czekające na przekwalifikowanie w rejestrze. Właściciele życzą sobie od 1,5 do 4 tys. zł za ar. Samochodem dojeżdżamy w te teren w czasie krótszym niż w Krakowie z Mostu Dębnickiego do siedziby Radia Kraków na „Alejach”, lub jak kto woli, z Ronda ONZ do SGH w Warszawie. Jesteśmy więc w stanie nabyć za kwotę 100 tys. zł działkę o powierzchni 40 arów.

W tym momencie otwierają się przed nami różne opcje. Możemy poczekać kilka lat i sprzedać naszą nieruchomość za wielokrotność kwoty zakupu. Z drugiej strony, urzeczeni widokami, mamy możliwość wybudowania domu i założenia dużego ogrodu w niewielkiej odległości od miasta, ale jakże daleko od hałasu ruchliwych ulic. Cokolwiek zdecydujemy się z naszym gruntem zrobić, na pewno na tym skorzystamy nie nadwerężając specjalnie portfela. W porównaniu do bajońskich cen mieszkań w miastach, inwestycja w grunt wydaje się niewielkim wydatkiem.

Jednak czy student jest w stanie sam sfinansować zakup działki za 100 tys. zł?

Jest to bardziej prawdopodobne, niż wydanie 700 tys. na ciasne mieszkanie mieście. Jednak wciąż wydaje się nieosiągalne. Wystarczy jednak metodycznie podejść do sprawy. Wiele osób utrzymuje się na studiach z pieniędzy rodziców. Również wielu studentów podejmuje pracę już na trzecim, czwartym roku. Pozostając na utrzymaniu rodziców do końca studiów, i odkładając zarobione przez dwa lata pieniądze możemy uzyskać średnio 25-30 tys. zł. To dobry początek. Niektórzy włączają w to wakacyjna zarobki za granicą i kwota rośnie do 40 – 50 tys. To już połowa stawki. Zupełnie wystarczająca. Możemy kupić nieruchomość do spółki ze znajomymi, postarać się o kredyt (niekoniecznie wzięty na nas) i niedługo po otrzymaniu dyplomu ukończenia studiów odebrać akt własności podmiejskiej działki.

To naprawdę dobry i rozsądny krok do rozpoczęcia kariery zawodowej i życia „po studiach”. Również względy psychologiczne mają tu duże znaczenie. Nie mamy poczucia zawieszenia w próżni. Szukając pracy, gdzieś z tyłu głowy, w podświadomości wiemy, że na malowniczym wzgórzu znajduje się nasza piękna działka. A takim nastawieniem, frustracja nam nie grozi.

Michał Krzak

e-logistyka.pl

Powiązane Artykuły

Jesteśmy również na

4,159FaniLubię
315ObserwującyObserwuj
318ObserwującyObserwuj
spot_img

Praca w Motorola Supply Chain & Procurement, czyli jak wygląda bycie Motorolaninem

Przyświeca nam jeden cel – pomagać innym, aby w najważniejszych momentach stawali na wysokości swoich zadań. Wartości firmy są dla nas fundamentem wszystkich działań....

Z ostantiej chwili