O Polakach na Wyspach raz jeszcze

Dlaczego krążą o nas tak niepochlebne opinie za granicą? Na wyspach uchodzimy za naród bardzo pracowity, choć egoistyczny a nawet chciwy i niedouczony… Skąd biorą się takie opinie i czy są one zupełnie bezpodstawne?

Każdy świadomy otaczającego świata człowiek w naszym kraju zastanawia się czasem, dlaczego krążą o nas tak niesprawiedliwe opinie za granicą, w tym głównie na „Wyspach”. Chociaż uchodzimy za naród bardzo pracowity, to pojawiają się zdania, że jesteśmy pazerni, chciwi i egoistyczni, a z drugiej strony na tyle niedouczeni, głupi i naiwni, że bardzo łatwo można nas wykorzystać. Niestety wystarczy wybrać się na trochę dłużej za granicę, żeby uznać, iż te opinie wcale nie są takie bezpodstawne.

Dwa lata temu, kiedy sama pracowałam za granicą tzw. tanie linie lotnicze proponowały loty z Polski do Irlandii z 8 godzinną przesiadką w Londynie, ludzie bili brawo przy lądowaniu, kiedy wyjazd za granicę był wielką niewiadomą, o biurach pośrednictwa pracy pisano artykuły, każdy napotkany na obcej ziemi Polak był przyjacielem, a każdy nieznający języka kraju, do którego się wybiera, szaleńcem. Obecnie sytuacja mocno się zmieniła. Połączeń lotniczych jest mnóstwo, a rynek pracy, chociaż już w dużej mierze nasycony, dalej oferuje dogodne, a co najmniej dogodniejsze warunki zatrudnienia, niż rodzima gospodarka. Znalezienie pracy jest tylko kwestią czasu i znajomości- bynajmniej nie języka angielskiego. Czekając na odprawę na lotnisku już można zaobserwować pewne tendencje. 

Wyjeżdżają głównie ludzie młodzi, z małymi dziećmi, ze średnim wykształceniem, studenci obecni lub byli, a także grupa tzw. fachowców bez znajomości języka. Pierwsza awantura ma miejsce już w kolejce. Ludzie się kłócą, kto pierwszy, robią aferę, że ich bagaż waży za dużo i nie dopłacą, jakby było winą przewoźnika, iż ustalił jakiś regulamin, że papierosy wiozą tylko dla siebie, a reszta wtóruje, że to typowo polskie i jakby mogło być inaczej. Nikt się nie dziwi, więc w pewnym sensie wszyscy się godzą na takie zachowania.

 Na pokładzie dźwięk otwieranych puszek i błysk fleszów, chociaż obsługa samolotu prosi, żeby wyłączyć telefony i aparaty fotograficzne. Podobnie nie robi wrażenia trzykrotny komunikat w dwóch językach o pozostaniu na swoich miejscach i nie rozpinaniu pasów bezpieczeństwa do czasu zatrzymania samolotu. Chociaż nikt nie może wysiąść wszyscy pchają się na wyjścia i wpadają na siebie, ponieważ samolot jest nadal w ruchu. Zastanawiam się zawsze w takich sytuacjach, czy to zwykła przekora ludzka czy raczej wewnętrzne przekonanie, że sami wiemy najlepiej, co jest dla nas dobre, a co stanowi zagrożenie? 

Już na lotnisku zaczynają rządzić inne zasady. Nikt po nikogo nie przyjeżdża bezinteresownie. Za podwiezienie do domu trzeba zapłacić nawet przyjacielowi lub siostrze i dorzucić jakiś „dar” z Polski. Niektórzy mają ustalone stałe zasady i ceny za podwiezienie kogoś do pracy, czy sąsiedniego miasta. Nikt nic nie robi za darmo. Otworzenie konta w banku, kontakt z biurem podatkowym, ubezpieczalnią- wszystko ma swoją cenę. Z jednej strony jest to przerażające, ale z drugiej temperuje trochę roszczeniową postawę osób, które nie władają językiem angielskim w ogóle i nie zamierzają go poznać, a obarczają innych opieką nad sobą. Poznałam kilka osób, które są w Irlandii od ponad dwóch lat, a ich zakres słownictwa zawęża się do „yes” i „no” i okazuje się, że funkcjonują bez większych problemów, nie licząc sytuacji, gdy podpisują umowy, które są dla nich w świetle tamtejszego prawa bardzo niekorzystne, ale nikt się tym nie przejmuje, póki 10 Euro za godzinę wpływa co tydzień na konto. Brak znajomości języka oszczędza im również rozumienie irlandzkich narzekań, że jeszcze kiedyś na budowie mogli zarobić trzy razy tyle przy dużo mniejszym wysiłku, a odkąd przyjeżdżają polish people sytuacja przestała być różowa. 

Na pewno łatwo jest oceniać sytuację z boku i generalizować, jednakże trzeba pamiętać, że naturalnym dążeniem człowieka jest poprawa warunków życia. Czasem jednak cena dobrobytu jest dosyć wysoka, za wysoka. Pięć lat studiów nie raz owocuje pracą magazyniera lub przy odrobinie szczęścia kasjerki. Nie można jednak pomijać, że motywacje są naprawdę różne. Część osób wyjeżdża na określony czas, zarobić na samochód, mieszkanie, odłożyć na gorsze dni, pomóc rodzinie. Część nie planuje powrotu, układa sobie życie w nowej ojczyźnie. Takie osoby najłatwiej zrozumieć. Niektórzy mają plany niesprecyzowane, a inni nie wracają tylko z powodu własnej chciwości- sama możliwość wyższego zarobku zabezpiecza ich wszelkie potrzeby, z tęsknotą za rodziną włącznie. Czasem przeraża, że zwiedzanie nowego kraju zawęża się dla niektórych do przemierzania trasy z lotniska do miejsca zamieszkania lub pracy. Przez wiele miesięcy nie wybierają się nigdzie poza, nie potrafią określić, w której części kraju są i co warto zobaczyć. Mówią wprost – szkoda pieniędzy.
Emigracja rządzi się swoimi prawami; im ktoś jest silniejszy psychicznie, bezwzględny lub samodzielny, a nawet egoistyczny, będzie miał łatwiejsze życie. Wrażliwi ponoszą dużo większe koszty, mają gorszą pracę i może nie tyle wydaje się to dziwne, co jest to niezwykle widoczne właśnie za granicą. Czy jesteśmy pazerni, głupi i naiwni bardziej niż inne narodowości – być może, ale na pewno mamy zły PR.
 
Iwona Dwornik

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Powiązane Artykuły

Jesteśmy również na

4,159FaniLubię
316ObserwującyObserwuj
318ObserwującyObserwuj
spot_img

Praca w Motorola Supply Chain & Procurement, czyli jak wygląda bycie Motorolaninem

Przyświeca nam jeden cel – pomagać innym, aby w najważniejszych momentach stawali na wysokości swoich zadań. Wartości firmy są dla nas fundamentem wszystkich działań....

Z ostantiej chwili