E-logistyka.pl
Bezpłatny Newsletter

Policjanci zdradzają 7 prawd o kradzieży samochodów

20.10.2017, Redakcja e-logistyka.pl
Komentarze (0)

Kradzież samochodów to wciąż intratny biznes

Miesięczne zarobki na poziomie dyrektorów zachodnich spółek skutecznie zachęcają złodziei do podjęcia ryzyka. Hermetyczne środowisko, technologie opracowane przez tajne służby wschodnich państw, skomplikowane kanały przerzutowe i techniki walki z policją – to codzienność amatorów cudzej własności. Sekrety ich życia zdradzają ludzie, którzy na co dzień zajmują się rozpracowywaniem przestępczego środowiska – obecni i byli policjanci jednego z wydziałów do walki z przestępczością samochodową.

Rocznie w Polsce kradnie się około 13 tys. samochodów i z roku na rok liczba ta spada. Chociaż w grę wchodzi zamknięcie części kanałów przerzutowych czy pogorszenie warunków zbytu kradzionych samochodów i części, to główny powód jest o wiele bardziej prozaiczny. Drogie samochody znanych marek (Volvo, Jaguary czy Porsche), które jeszcze kilkanaście lat uchodziły za niemożliwe do ukradzenia, dziś, dzięki rozwojowi nowych technologii, znalazły się w zasięgu amatorów cudzej własności.

– Kradzież i sprzedaż aut klasy premium przynosi ogromne zyski. Dziś nie trzeba kraść 12 Polonezów, by zarobić na nich kilka tysięcy złotych. Wystarczy jeden dobry strzał w postaci BMW lub Audi, by do kasy wpadło kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy. Mówiąc wprost – nie trzeba się narobić, by zarobić w złodziejskim fachu – zauważa były szef komórki operacyjnej w wydziale do walki z przestępczością samochodową. – Środowisko złodziei jest niezwykle hermetyczne i trudne do rozbicia. Kierują się oni swoistym kodeksem honorowym, który powoduje, że dotarcie do tajemnic grupy jest niezwykle skomplikowane. Jednak na przestrzeni lat udało nam się poznać zwyczaje przestępców – dodaje.

Z rozmów z byłymi i obecnymi policjantami rozpracowującymi grupy przestępcze parające się kradzieżami aut wyłania się obraz praktyk stosowanych przez złodziei. O ile kilkanaście lat temu na wyposażeniu każdego z nich znajdowały się łamaki, śrubokręty, łomy i szlifierki, o tyle dziś do kradzieży wystarczy smartfon i kilka innych elektronicznych gadżetów. Bo tak jak auta stają się inteligentne, tak i złodzieje są coraz bardziej „smart”. Co jeszcze?

1. Rozwiązania z laboratoriów służb specjalnych

Pojawienie się i upowszechnienie technologii keyless – bezkluczykowego otwierania i uruchamiania pojazdu – otworzyło złodziejom drzwi do raju z tabliczką „samochody klasy premium”. Od kilku lat w Polsce notuje się zwiększoną liczbę kradzieży aut wyposażonych w to udogodnienie. Wiele grup przestępczych zaczęło się bowiem „uzbrajać” w rozwiązania umożliwiające przechwycenie częstotliwości radiowej kluczyka oraz odbiornika montowanego w aucie i bezinwazyjną kradzież.Amatorzy cudzej własności wykorzystują fakt, że właściciele aut zostawiają kluczyki swoich pojazdów w pobliżu okien lub drzwi wejściowych od domu. Grupa przestępców wykorzystuje skaner, transmiter sygnału, wzmacniacz oraz odpowiednią „walizkę”, dzięki której odbiornik samochodu identyfikuje ją jako kluczyk. Wystarczy wsiąść do pojazdu, uruchomić silnik i odjechać. – Jedynie zawodowi złodzieje, zorganizowane grupy przestępcze będące na szczycie hierarchii nielegalnego świata korzystają z metody na „walizkę”. Wynika to z faktu, że pozyskanie technologii i specjalistycznego sprzętu oznacza często wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nawet setek tysięcy złotych – wyjaśniają policjanci. – Technologia stosowana przez przestępców wywodzi się bezpośrednio z rozwiązań wykorzystywanych przez służby specjalne bloku wschodniego, a większość „walizek” jest sprowadzanych właśnie ze wschodu – dodają.

2. Praktyka czyni mistrza

– Złodziej-zawodowiec, który po raz setny kradnie Volkswagena Passata, otwiera go w taki sposób, że nikt postronny nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z kradzieżą. W dzisiejszych czasach takiego auta nie kradnie się przy użyciu łomu i łamaków. Przychodzi się z urządzeniem wielkości telefonu komórkowego. Auto wprowadzane jest w tryb serwisowy i „odjeżdża na śrubokręcie” – stwierdza były szef komórki operacyjnej w wydziale do walki z przestępczością samochodową.

3. Niemieckie i japońskie – te kradną

– Liczby nie kłamią – w Polsce najwięcej kradnie się samochodów z grupy VAG (Volkswagen Aktiengesellschaft – koncern posiadający m.in. marki Volkswagen, Audi, Skoda, Seat, Porsche – przyp. red.). Natomiast w poszczególnych województwach czy miastach sytuacja bywa inna. Na przykład na terenie aglomeracji warszawskiej, czyli siedmiu komend rejonowych i dziewięciu powiatowych, najczęściej kradzione są „japończyki”. Zjawisko utrzymuje się od 2001- 2002 r. Auta te nauczyli się kraść złodzieje wywodzący się z powiatu wołomińskiego. Pomijając fakt, że są to samochody idealne to zrobienia tzw. przeszczepu (nadanie autu cech samochodu z legalnego źródła – przyp. red.), gdyż posiadają stosunkowo niewiele cech indentyfikacyjnych, to złodzieje nauczyli się kraść je w klasyczny sposób – z ulicy – stwierdza jeden z policjantów.Grupa przestępców wykwalifikowanych w kradzieżach aut japońskich marek może w tej chwili liczyć nawet setkę osób. Pomimo szeroko organizowanych akcji wyłapywania poszczególnych amatorów cudzej własności, nadal spora grupa działa na wolności. Posiadają zaufanych paserów oraz kanały przerzutowe. W związku z dużym zapotrzebowaniem na części zamienne, upłynnianie rozłożonych w dziuplach pojazdów nie jest problemem. – W stolicy i jej najbliższych okolicach najczęściej prowadzimy akcje namierzania i odzyskiwania Toyot oraz Mazd. Zwykle kradzione są w godzinach późnowieczornych lub w środku nocy, bo dzięki temu złodzieje mają najwięcej czasu na zaopiekowanie się nimi, zanim śpiący właściciel zorientuje się, że jego auto zniknęło – mówi Mirosław Marianowski, Security Manager w firmie Gannet Guard Systems.

4. Na części lub na wschód

Większość kradzionych aut jest rozbierana na części. Duże zapotrzebowanie rynku na podzespoły oraz fakt, że elementy pojazdów pochodzące z nielegalnego źródła nakręcają kolejny intratny biznes – wyłudzanie pieniędzy z ubezpieczeń komunikacyjnych – sprawia, że znikające z ulic samochody kończą pocięte i porozkręcane w dziuplach. Jak twierdzą policyjni informatorzy, największym rynkiem zbytu dla biznesmenów ze złodziejskiego fachu są kraje byłego ZSRR. Ciekawie sytuacja wygląda zwłaszcza na Litwie i Łotwie – związku z surowymi karami za kradzież, lokalne grupy przestępcze zaopatrują się w „towar” w Polsce. – Przestępcy starają się, aby od chwili kradzieży do momentu rozebrania samochodu minęło jak najmniej czasu. Bywa, że już po niespełna dobie od zniknięcia z parkingu lub garażu auto rozłożone jest na czynniki pierwsze – tłumaczy Mirosław Marianowski.

Pojazdy, które pozostają w całości, są najczęściej legalizowane. Złodzieje za niewielkie pieniądze kupują mocno zniszczone samochody – spalone lub po powodzi – i na podstawie ich cech identyfikacyjnych modyfikują skradzione auta tak, by stały się „legalne” i nadawały do sprzedaży na rynku krajowym lub za wschodnia granicą. Fałszywe dokumenty często sporządzane są już poza naszym krajem.

5. Hermetyczna grupa zawodowa – określony rytm pracy

– Złodzieje są grupą bardzo hermetyczną. To nie jest tak, że ktoś podnosi rękę na ulicy i już „biega” ze złodziejami samochodów. Tak działaliby tylko samobójcy. To ludzie, którzy stosują wysoce profesjonalne metody kontroli. W tym środowisku panuje niepisany kodeks. Każdy, kto współpracował z policją, jest dla kolegów po fachu skreślony i nigdy nie wróci już do „zawodu”  – zauważają policjanci. 

Jak pracują przestępcy? Jednym legalnym samochodem należącym do któregoś ze złodziei pokonują kilka kilometrów, obserwując czy nie są śledzeni. Dojeżdżają do ustalonego wcześniej miejsca, gdzie przesiadają się w szybkie auto sportowe – najczęściej legalne, zarejestrowane na „słupa”, czyli osobę, która za określoną kwotę zgodziła się udostępnić swoje dane osobowe. To pojazd, w którym nawet zatrzymani przez policję śmiało okazują dokumenty i ze strony funkcjonariuszy grozi im jedynie mandat. Samochodem tym wykonują brawurowe manewry i z dużą prędkością przemieszczają się po mieście. W ten sposób próbując wykryć, czy nie są obserwowani i czy nikt ich nie goni. Gdy nic podejrzanego się nie dzieje, po raz trzeci zmieniają środek lokomocji na mniej wyróżniający się i rozpoczynają działania. Każdy złodziej z 4-5 osobowej grupy obiera inny cel. W trakcie jednego „wypadu” przestępcy są w stanie ukraść kilka samochodów. 

6. Żaden policjant nie jest lepszym kierowcą niż zawodowy złodziej

– Policjanci mają do wyboru: albo złapać złodzieja na gorącym uczynku, albo działać z zaskoczenia. Gdy mundurowy twierdzi, że jest lepszym kierowcą od złodzieja i dopadnie go po pościgu, to gada głupoty, albo naoglądał się za dużo filmów – stwierdza jeden z funkcjonariuszy. – Najlepsi przestępcy dysponują nasłuchem radiostacji policyjnych. To oni pilnują mundurowych, a nie odwrotnie  – dodaje.

Zdaniem byłych policjantów, najgorsze co może się wydarzyć, to podjęcie decyzji o rozpoczęciu brawurowego pościgu. W 90 proc. kończy się on poświęceniem jednego z radiowozów i niebezpiecznym zderzeniem ze skradzionym samochodem. – Złodziej zawsze „idzie do końca”. Samochód w jego rękach jest równie niebezpieczny, co pistolet – mówi policjant. – Mój kolega, który miał dokonać zatrzymania dynamicznego, został potrącony. Na szczęście przeżył i wrócił do pracy. Wykonuje w tej chwili mniej ryzykowne zadania, siedzi za biurkiem – dodaje.

7. GPS, moduły i zagłuszarki

– Nie ma w tej chwili samochodu, którego nie da się ukraść. Co więcej, w momencie, gdy taki pojazd zostanie odzyskany, biegły nie znajdzie w nim śladu dokonanej kradzieży – podsumowują policjanci. Dlatego, ich zdaniem rozwiązaniem, warto stawiać na systemy pozwalające odzyskać pojazd po kradzieży. – W grę wchodzą monitoring, zwłaszcza radiowy – mówią wprost. – Rzecz w tym, że system bazujący na dedykowanej częstotliwości radiowej, a nie sygnałach GPS/GSM, jest odporny na działanie zagłuszarek powszechnie stosowanych przez złodziei. Ponadto pozwala ustalić pozycję skradzionego samochodu nawet jeśli został on ukryty w garażu podziemnym czy kontenerze – wyjaśnia Dariusz Kwakszys, IT Manager w firmie Gannet Guard.

 

Komentarzy: 0
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ta strona używa plików Cookies.
Dowiedz się więcej o celu
ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.